Menu

Obietnica Krwi

8. W posiadłości Gublatio

klaudyns.o

Obudził ją harmider za oknem, jednak kiedy usiadła na łóżku wszystko ucichło. Rozejrzała się po pokoju, to musiała być prywatna zemsta Dalindy za podsłuchiwanie, bo jej pokój przypominał pomieszczenie w hotelu zerogwiazdkowym. Był urządzony beznadziejnie. Nie mogła w to uwierzyć. W tak ogromnym domu, pełnym przepychu, dostała szary pokój, w którym mieściło się pojedyncze łóżko, małe dziecięce biurko, krzesło, na którym leżała jej torba, a obok drzwi wisiał mały, dziwny obrazek – kleks z kolorowych farb. Wstała z łóżka, które było pojedyncze i niewygodne, zastanawiała się, jakim cudem przespała na nim całą noc. Na biurku leżała pusta fiolka i przypomniała sobie o eliksirze, który wczoraj podał jej Orest. W głowie zanotowała, żeby mu za to serdecznie podziękować.

Kiedy oswoiła się z pomieszczeniem zalała ją fala wspomnień z poprzedniego dnia. Porzucenie bezpiecznego i całkiem przytulnego mieszkania Snape’a, aportacja do Gublatio, odejście Snape’a…

Snape! Na myśl o nim, natychmiast zalała ją fala gniewu. Zerwała się z łóżka i zaczęła krążyć nerwowo po pokoju.

Nie zastanawiała się wcześniej dlaczego Snape wybrał właśnie ją. Uwierzyła od razu w jego bezinteresowność. Uwierzyła, że jest dobrym człowiekiem, a tymczasem jego decyzja mogła ją kosztować życie! Ciekawe czy zdawał sobie z tego sprawę… Na pewno!  – natychmiast dodała w myślach – Musiał o tym wiedzieć! Jak mogła być tak głupia, żeby uwierzyć, że Severus Snape zrobi coś niesprawdzonego?! Wykorzystał ją, jak małe, niewinne dziecko…
Wszystkie uczucia, które jeszcze niedawno kłębiły się w jej sercu, myśli, które zawstydzały ją samą, całkowicie zniknęły. Zacisnęła pięści, w oczach stanęły jej łzy, ale nie pozwoliła sobie uronić, ani jednej.

Stała tak, przez jakiś czas, aż wreszcie upomniała samą siebie, że to profesora eliksirów powinna obwiniać, nie siebie. Ona nie zrobiła nic złego… chciała tylko pokonać Voldemorta…

Poczuła się tak strasznie samotna, Snape rekompensował jej brak bliskich i przyjaciół, zresztą, traktowała go jak przyjaciela. Tak bardzo ją zawiódł… co gorsza, nie wiedziała jak teraz komukolwiek zaufać… Jeszcze ta cała awantura z Gublatio… W co ona się wpakowała?

Szybko potrząsnęła głową, ubrała się i wyszła na korytarz. Nie zastała nikogo, co trochę ją zaskoczyło. Spodziewała się, że będą na nią czekać. Tymczasem stała pod drzwiami jeszcze kilka minut, ale nic się nie wydarzylo.
Zaczęła przemierzać korytarz, ale nic nie wyglądało znajomo, nie była wcześniej w tej części domu. Musieli umieścić ją w lewym skrzydle. Szła cały czas przed siebie, aż usłyszała burczenie w brzuchu. Nagle zobaczyła przed sobą ducha dziewczynki.

– Późno wstałaś – powiedziała wyniośle.
 

W pierwszej chwili miała ochotę się odciąć, w końcu duchy w ogóle nie spały, ale musiała wykorzystać okazję.

– Powiesz mi gdzie jestem? W której części domu? – zapytała.
– W której części domu?!  – krzyknęła – To jest zamek! Dziedzictwo mojej rodziny, ty nazywasz po prostu domem?! – dodała piskliwie.

Hermiona od razu przypomniała sobie Jęczącą Martę i zanim zdążyła się powstrzymać wybuchnęła śmiechem.
Dziewczynka spojrzała na nią podejrzliwie.

– Z czego się śmiejesz?
– Przypominasz mi kogoś, nieważne… – dodała łagodnie – Pomożesz mi?

Dziewczynka jeszcze chwilę nie odpowiadała, ale wreszcie wyciągnęła do niej dłoń.

– Anabelle.
– Hermiona.
– Mówi mi Ana – dodała nonszalancko, co było typowe dla tej rodziny.

Poprowadziła dziewczynę przez korytarz, po drodze wyłumaczyła, że rzeczywiście była w lewym skrzydle, ale aż na drugim piętrze, nie chciała wyjawić Hermionie, dlaczego trafiła akurat na ten pokój.

Kiedy dotarły wreszcie do salonu, przy stole nie było nikogo, było tylko puste nakrycie i potrawy, które wciąż były gorące.
Kiedy Hermiona zajęła swoje miejsce, dziewczynka szybko zniknęła bez słowa.

– Coraz więcej zagadek – powiedziała do siebie.

Ucieszyła się z chwili samotności. Mogła nareszcie zjeść w spokoju śniadanie. W dodatku nie było tak dziwnych potraw jak poprzedniego dnia. Nałożyła sobie jajko sadzone, kilka plastrów smażonego bekonu, tosty. Nalała sobie kawy, aż po sam brzeg filiżanki, jej zapach od razu poprawił jej humor.

Kiedy zjadła, postanowiła udać się do swojego pokoju, żeby się pouczyć. W połowie schodów natknęła się na Oresta, który ucieszył się na jej widok.

– Dzień dobry! – zawołał i nie czekając na odpowiedź kontynuował – Wygląda na to, że przeceniłem twój stan – Hermiona uniosła brwi w zdziwieniu – Zrobiłem za mocny eliksir! Przespałaś pół dnia – wpatrywał się w nią radośnie, a jednak Hermiona wątpiła w jego szczere intencje.

– Chodź, pogadamy sobie! – powiedział nie patrząc na nią i zaczął ją prowadzić w nieznanym kierunku – nie była to droga do jej pokoju, ani do jego pracowni.
– Dokąd mnie prowadzisz, Oreście? – zapytała walcząc o spokój.
– Do biblioteki, tam na pewno się zrelaksujesz – dodał wciąż unikając jej wzroku, nagle przyspieszył i czuła, że coś jest nie tak.
– Gdzie jest Dalinda? – zapytała zdenerwowana, chłopak trzymał ją mocno za ramię, czuła się wręcz unieruchomiona.
– Gdzieś tu się kręci, to pewne! – dodał złośliwie.

Nagle zatrzymał się przed ścianą i musnął dłonią fragment gobelinu, ściana zniknęła ukazując ogromne pomieszczenie, a Hermiona została wepchnięta do środka.
Orest wszedł zaraz po niej i tam gdzie przed chwilą był korytarz ponownie pojawił się mur.

Hermiona stała zdezorientowana i przerażona.

– To jest nasza biblioteka – powiedział uroczyście patrząc ponad Hermioną.

Dziewczyna odwróciła się niepewnie i jej oczom ukazał się niesamowity widok. Biblioteka Gublatio odbiegała od tradycyjnego wyobrażenia o bibliotece. Stosy książek leżące pod ścianą, część lewitująca pod sufitem, niektóre przelatywały im tuż przed nosami, a jeszcze inne były okute łańcuchami i zamknięte w klatce. Znalazła wzrokiem też kilkanaście regałów. Najbardziej imponujące było to, że książek było więcej, niż w Hogwarcie!

Hermiona nie mogła uwierzyć własnym oczom.

– Zaskoczona? – zapytał zadowolony z siebie, wystarczyła jej mina, by się zaśmiał na całe gardło – Oczywiście matka zabroniła mi przyprowadzać cię tutaj, ale cóż, musiałem cię wreszcie do siebie przekonać.

Hermiona nie skomentowała ostatniego zdania, to że przyprowadził ją do rodzinnej biblioteki było dla niej osobliwym cudem, ale nie poczuła przez to większej sympatii do chłopaka.

– Dziękuję ci za to! – powiedziała zamiast tego – To miejsce jest niesamowite! – dodała zauroczona.
– Jak się domyślasz to nie są zwykłe książki, część z nich została napisana przez wybitnych szaleńców, ale w każdym szaleństwie jest metoda, prawda? – spojrzał na nią łobuzersko, Hermiona zarumieniła się – Zwykłe książki o magii są w Hogwarcie. Ty jednak nie byłaś w żadnej magicznej bibliotece, prawda? – zapytał ironicznie.
– Nie, nie byłam – schowała dumę do kieszeni, chciała się dowiedzieć od niego jak najwięcej – Jest więcej takich miejsc?
– Oczywiście, że tak! Jak choćby Escorial w Madrycie czy Biblioteka George’a Peabody’ego w Baltimore, chociaż moją ulubioną jest Królewska Biblioteka w Kopenhadze, można tam latać na miotle, aportować się itd. w pozostałych wszystko jest zabronione! – dodał oburzony – W żadnym podręczniku o tym się nie dowiesz, to dla wtajemniczonych – powiedział poważnie – Chociaż… – zawahał się przez chwilę – W twoim przypadku, to była kwestia czasu – napotkał jej zaskoczony wyraz twarzy – Nie udawaj, jesteś bystra, a twoja wiedza ogromna! – i puścił do niej oko.

Hermiona spłonęła rumieńcem, chłopak najwyraźniej to rozbawiło, bo zachichotał.

– Wprawiam cię w zakłopotanie? – zapytał i zmrużył oczy.

Hermiona przez chwilę nie odpowiadała, chciała zaprzeczyć, ale jej reakcje były aż nadto czytelne.

– Tak – odpowiedziała – W dodatku cały czas ze mną flirtujesz – dodała zrezygnowana, wiedziała, że jej twarz, aż płonie.
– Nie podrywam cię! – zawołał wesoło, czym zaskoczył dziewczynę – Spotykam się z taką jedną wampirzycą, poza tym, widzę, że coś tam iskrzy między Tobą, a Severusem – puścił do niej oko.
– Nieprawda! – krzyknęła, nareszcie cała wściekłość, która się w niej zbierała znalazła ujście.

Orest spojrzał na nią zaskoczony.

– W porządku – powiedział niepewnie – W takim razie coś musiało mi się przewidzieć.

Przez chwilę nic nie mówili, wreszcie chłopak przerwał milczenie i ruszył do przodu.

– Tutaj znajdziesz informacje dotyczące alchemii – wskazał kilka bardzo długich regałów – Ten stosik to jakieś bzdury o czystości duszy – kilka tomów ułożonych na podłodze – Te książki pod sufitem… – urwał i pokręcił głową – To takie banalne… one traktują o tym, co dzieje się z duszą po śmierci, idiotyczne dywagacje  – kontynuował i wskazywał kolejne rzędy regałów – Tutaj zaklęcia, tu eliskiry, tutaj czarna magia, tu numerologia… – urwał, kiedy zobaczył przerażoną minę Hermiony – O co chodzi?
– Macie tutaj książki o czarnej magii?! – niemal wykrzyknęła.
– Oczywiście, ale nic ciekawego – odpowiedział znudzonym tonem – Naprawdę nie potrafię zrozumieć Voldemorta i tych jego śmierciożerców, są doprawdy zabawni.
– Uważasz, że zabijanie mugoli, czarodziejów i innych magicznych stworzeń jest zabawne?! – oburzyła się natychmiast.
– Nie wkładaj mi do ust, czego nie powiedziałem – powiedział oschle – Nie powiesz mi, że podziwiasz ich charyzmę? Przecież to banda idiotów, którzy marnują potencjał swój i innych. Mogliby w tym czasie odkryć tak wiele rzeczy… – zamyślił się na chwilę – Mój stosunek do śmierci jest ambiwalentny, boję się tego momentu, ale z drugiej strony jestem ciekaw, co czeka mnie dalej.

Hermiona wybałuszyła na niego oczy, nie wiedziała, co odpowiedzieć.

– W klatkach są trzymane wyjątkowo obrzydliwe książki – wzdrygnął się na sam widok – Trzeba być złym, na wskroś, żeby to przeczytać… – urwał i spojrzał na nią lękliwie, ona od razu to wykorzystała.
– Kto to przeczytał?
– Nie mogę ci powiedzieć.
– Dlaczego?
– Bo… naprawdę nie mogę – odpowiedział nie patrząc na nią.
– Dam radę, muszę to wiedzieć.
– Nie, nie musisz tego wiedzieć i się nie dowiesz – zakończył twardo – Nie czytałem tego ani ja, ani moja matka. Te książki są jak trucizna, nie do zatrzymania. Albo umrzesz podczas czytania, albo wsączą się w ciebie i już nigdy nie będziesz taka jak dawniej.

Hermiona wpatrywała się w książki z mieszaniną fascynacji i lęku.

– Naprawdę tego nie rób, odradzam w każdym razie – znów dodał swoim lekkim tonem – Ten dział jest ciekawy: jak wykorzystać mugola… – urwał i czekał na jej reakcję i nie trwało to długo…
– Co takiego?! – krzyknęła – Jak możecie?! To jest okropne! Obrzydliwe! Niesprawiedliwe! Bezduszne! – Hermiona się zapowietrzyła, chłopak to wykorzystał.
– Już, już, żartowałem! – roześmiał się na widok jej miny – Masz temperament! Tak naprawdę jest to dział poświęcony komunikacji – spojrzał na nią uważnie – Wykorzystaj ten czas, Hermiono, a ja zostawiam cię tu samą. Matka już szaleje ze wściekłości, boi się, że zamienię cię w wampirzycę – uśmiechnął się, błysnęły kły – A może chciałabyś…? – zapytał podchodząc do niej powoli.
– Nie, nie, jest w porządku tak jak jest! – powiedziała nienaturalnie.

Chłopak znów się roześmiał i wyszedł.

Odczekała jeszcze chwilę, żeby mieć pewność, że sobie poszedł. Rozejrzała się dookoła, była podekscytowana, zamknęła oczy i wyciągnęła ręce przed siebie. Chciała, żeby książka sama ją wybrała.

 

Nagle poczuła coś lekkiego w swoich dłoniach. To była cieniutka książka pod tytułem „Baśnie barda Beedle’a”. Chciała usiąść na podłodze, kiedy dostrzegła w odległym kącie mały stolik, krzesło, stos czystych pergaminów i pióro. Podeszła tam i zaczęła czytać.

Kiedy skończyła wpatrywała się w dzieło przez dłuższą chwilę. Zainteresowała ją opowieść o trzech braciach, przeczytała ją bardzo powoli, robiąc przy tym dużo notatek. Po chwili przeczytała ją jeszcze raz, potem kolejny. Miała wrażenie, że coś jej umyka.

Wreszcie odsunęła ją od siebie i niepewnie wstała od stolika. Ponownie wyciągnęła przed siebie ręce i zamknęła oczy. Pełna wątpliwości czekała tylko krótką chwilę, bo nagle w jej ręcę wpadło kilkanaście tomów z przeróżnych działów. Uginając się pod ciężarem podeszła do stoliczka i ułożyła wszystko na blacie. Zaczęła czytać.

 

Po upływie kilku godzin, Hermiona była lekko oszołomiona swoim odkryciem. Czy w tej wojnie chodziło o coś tak błahego i ważnego zarazem? Na wszystko znalazła potwierdzenie, to musiała być prawda.

Po chwili odesłała stos książek na swoje miejsce. Czuła znajome podniecenie, uwielbiała odkrywać tajemnice, ale po chwili zatęskniła za przyjaciółmi i cała radość zniknęła. Przypomniała sobie ich wspólne narady, były one dla niej przyjemnością, bo uwielbiała burzę mózgów. Zawsze wpadali na świetne pomysły i czuła wtedy, że idealnie do siebie pasują. Każdy z nich był wyjątkowy i miał własne spojrzenie na pewne sprawy. Pragnęła się z nimi zobaczyć, ale wiedziała, że naraziłaby ich tym samym na niebezpieczeństwo. Nie wspominając nawet o Gublatio i Snape. Jej myśli zatrzymały się na dłużej przy profesorze eliksirów. Może powinna się z nim skontaktować, żeby przedstawić mu swoje wnioski? Jednak wciąż miała wątpliwości, co do swojej hipotezy, nie chciała wyjść przed nim na idiotkę. Po chwili przypomniała sobie podsłuchaną rozmowę. Dalinda zapytała go wtedy o coś, a on napomknął coś o różdżce…
Z drugiej strony nie chciała go widzieć, ani słyszeć, znów ogarnęła ją wściekłość….

Zerwała się z krzesła i natychmiast na nim usiadła, poczuła okropny ból pleców. Bała się pomyśleć, jak dużo czasu spędziła w bibliotece. Po chwili słabości ruszyła do wyjścia.
Dotknęła ściany, ale nic się nie wydarzyło, spróbowała w innym miejscu, ale bez rezultatu, próbowała i próbowała, wreszcie zaczęła napierać na ścianę, ale to też nie przyniosło efektu. Poczuła dreszcz niepokoju, ale wiedziała, że prędzej, czy później Gublatio sobie o niej przypomną.
Zrezygnowana wróciła do stolika i z nudów zaczęła wpatrywać się w blat.

Coś jej się nie zgadzało, przejechała ręką nad blatem, mrucząc zaklęcie, ale nic nie wyczuła. Spróbowała jeszcze raz, dokładniej, ale nic się nie wydarzyło.
Przypomniała sobie biurko w mieszkaniu Snape’a i przeraziła się. Szybko wstała i jeszcze raz próbowała się stąd wydostać, chociaż wiedziała, że musi sprawdzić ten blat… ta cholerna ciekawość, której nie potrafiła powstrzymać.

Podeszła do stolika, rzuciła zaklęcie i skierowała różdżkę w prawy górny róg. Od razu pojawił się dobrze jej znany wierszyk. Tym razem słowa nie zrobiły na niej, aż takiego wrażenia, jak wcześniej, ale dało jej to do myślenia.
Bellatrix mieszkała u Snape’a, więc musiała też mieszkać u Dalindy. Może kobieta ich nauczała, była w odpowiednim wieku… ale w tym samym czasie? Przecież Lestrange była od niego dużo starsza. A może Bellatrix i Snape…? Hermiona zatkała sobie usta dłonią i spłonęła rumieńcem. To właśnie ta kobieta musiała być jego drugą kochanką. Przeraziło ją to odkrycie, przypomniała sobie, z jaką lekkością rzucała Cruciatus na profesora eliksirów, z jaką czułością mówiła o zadawaniu bólu. Pełna dezaprobaty doszła do wniosku, że mężczyzna ma beznadziejny gust.
Jej myśli ponownie powędrowały do podsłuchanej rozmowy i przypomniała sobie, jak Dalinda wspomniała o pierwszej kobiecie Snape’a. Była ciekawa, kim ona mogła być, ale z wymiany zdań wynikało, że już nie żyje i jej partner też.

Przez krótką chwilę walczyła ze sobą, ale nie mogła dłużej powstrzymać ciekawości. Usprawiedliwiała samą siebie, że przecież i tak nie mogła wydostać się z biblioteki.

Spróbowała tej samej sztuczki, co wcześniej. Zamknęła oczy, wyciągnęła przed siebie ręce i skupiła się maksymalnie na Snape i jego ukochanej. Ku jej zdziwieniu nic się nie wydarzyło. Stała tak jeszcze przez dłuższą chwilę i kiedy już miała dać sobie spokój, w jej rękach wylądował tom z eliksirami.

Przyglądała się książce ze zdumieniem, kiedyś już taką widziała, ale nie mogła sobie przypomnieć, gdzie. Przeglądała ją dość skrupulatnie, ale nie natrafiła na nic, co pomogłoby wyjaśnić jej do kogo wcześniej należała. Zrezygnowana odłożyła ją i miała zamiar dobijać się tak długo, aż wreszcie ktoś usłyszy. Jednak w połowie drogi zatrzymała się. Podbiegła szybko do książki i sprawdziła rok wydania, 1977 r. To musiał być podręcznik do eliksirów! Zadowolona ze swojego odkrycia jeszcze raz przewertowała książkę, w końcu zatrzymała się na ostatniej stronie.

– Coś ukrywasz – powiedziała w kierunku książki i uśmiechnęła się do siebie – przejechała dłonią po obwolucie i prawie krzyknęła z podniecenia.

Wyczuła żłobienia po pisaniu piórem, ale skoro nie było ani śladu po atramencie, ktoś musiał zaczarować książkę. Zastanawiała się dłuższą chwilę nad odpowiednim zaklęciem.

– Pokaż! – ale nic się nie wydarzyło – Pokażycie – znowu nic – pokkapokka – to zaklęcie też nie przyniosło efektów, dziewczyna rzucała po kolei wszystkie jej znane zaklęcia, aż wreszcie złapała się za głowę i straciła nadzieję na odkrycie tajemnicy. Wtedy wpadł jej do głowy pomysł, wzięła pióro i wbiła je sobie mocno w palec, zagryzła zęby, ale kiedy zobaczyła kroplę krwi ucieszyła się. Strząsnęła ją na obwolutę i obserwowała książkę. Nie czekała długo, na obwolucie pojawił się znajomy charakter pisma Snape’a i drugi, zdecydowanie kobiecy, choć było w nim coś znajomego, ale Hermiona nie mogła dostrzec co.

„Jeszcze możesz wszystko naprawić, przyłączysz się do niego, do mnie… potrzebuję cię, Lily”
„Wybacz mi, Sev, ale nie zmienię decyzji. Proszę cię, przejrzyj na oczy i nie rób tego, ja wciąż w ciebie wierzę.”

„Nie bądź głupia, on jest najpotężniejszym czarodziejem!”
„Tak ci się tylko wydaje! Zaraz koniec zajęć… Czas się pożegnać…
„Zaczekaj Lily, spotkajmy się jeszcze w Hogsmeade, proszę!”
„James nie pozwoli…Żegnaj, Sev, zawsze pozostaniesz w moim sercu…”

Hermiona wpatrywała się w książkę, obserwowała, jak tusz blaknie, aż wreszcie całkowicie zniknął. Już wiedziała, kim była kobieta, która złamała serce profesorowi eliksirów. To nawet tłumaczyło, jego szczególną niechęć do pewnego ucznia…
Tym razem rozwikłana tajemnica, nie sprawiła jej przyjemności, jak oczekiwała. Raczej poczuła przygnębienie i smutek.

W takim stanie zastał ją Orest.

– Hermiono, żyjesz? – zapytał niepewnie.
– Tak – odpowiedziała po namyśle – Gdzie byłeś tak długo? – zapytała.
– Matka mnie dorwała – odpowiedział – Musiałem spędzić z nią całe popołudnie – dodał niechętnie – Plus jest taki, że nie domyśliła się, gdzie jesteś! – zakończył radośnie.
– Jakie to ma znaczenie? – zapytała – Cieszy cię, kiedy grasz jej na nosie – bardziej stwierdziła, niż zapytała – Macie naprawdę dziwną relację – zakończyła i ziewnęła.

Chłopak przyglądał się jej przez chwilę.

– Odprowadzę cię do twojego pokoju.
– Nie, naprawdę nie trzeba – odpowiedziała zmęczonym głosem – Tylko wyprowadź mnie stąd wreszcie – zakończyła błagalnie.

Orest przeszedł przez ścianę, jakby nie było wcześniej żadnej bariery. Nieco skonfundowana dotarła za nim do schodów.

– Wybacz mi, ale chciałabym zostać sama – spojrzała na niego, nie rumieniąc się – Jestem… zmęczona, to wszystko – dodała – Możemy porozmawiać jutro? – zapytała, siląc się na uśmiech.
– Tak – odpowiedział powoli i przyglądał się jej uważnie.

Hermiona uśmiechnęła się pod nosem, wszyscy mężczyźni są tacy sami.

Kiedy dotarła do swojego pokoju, odkryła, że jest odmieniony. Wnętrze było jakby większe, wystrój nareszcie był adekwatny do reszty. Zauważyła nawet boczne drzwi, które prowadziły do łazienki. Bez zastanowienia skierowała się właśnie tam. Ku jej zadowoleniu była tam ogromna wanna, więc przygotowała sobie gorącą kąpiel i pozowiliła sobie na relaks. Była zaskoczona, że z taką lekkością wyłączyła myślenie i skupiona na głębokim oddychaniu, wdychała zapach olejków.
Po niecałej godzinie udała się spać.


––––––––––––––––––––––––––––
Od autorki: Potrzebowałam przerwy, żeby napełnić głowę pomysłami, mam nadzieję, że jesteście ciekawi, dalszych losów Hermiony i Severusa. Pozdrawiam!

© Obietnica Krwi
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci